Ziewnęłam i otworzyłam oczy. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu; budzik zadzwoni za siedem minut. Szybko go wyłączyłam i zwlokłam się z łóżka.
- OMFG! - ryknęłam sama do siebie. Przecież dziś jest dwudziesty piąty marca! Troszeczkę już pogodziłam się z tym, że go dzisiaj nie zobaczę, ale dalej bolało mnie z tego powodu serce.
Ubrałam się, związałam luźny warkocz i porwałam z kuchni tosta. Chwilkę później ktoś zadzwonił do drzwi.
- Hej, Mati! - powitałam przyjaciela.
- Witaj, księżniczko. Gotowa?
- Tak, tylko wezmę torbę.
Zarzuciłam ją na ramię i wyszłam na zewnątrz. Pogrążyliśmy się w przyjemnej rozmowie:
- A więc dziś Jus występuje w Polsce?
- Taak. To dzisiaj - przeciągnęłam ostatnie słowo.
- Dalej ci przykro, prawda? Mi jeszcze bardziej niż tobie, że nie mogę ci pomóc. Może spędzimy ten dzień razem, co?
- Nie. To znaczy... wybacz, ale nie. Chcę być tam myślami. Mieszkam bardzo blisko atlas areny... Mogę usiąść sobie gdzieś z boku i... myśleć...
- No dobrze. A więc spędzę ten dzień bez mojej pięknej gwiazdeczki...
Zanim zdążyłam udzielić odpowiedzi na tą krępującą wypowiedź, dotarliśmy do szkoły.
Wspięliśmy się po marmurowych schodach na drugie piętro i skierowaliśmy się na ławeczkę.
- Ej, czy to nie Amanda? Dlaczego ona płacze?
- Co, Amanda? Płacze? - zapytałam zdezorientowana.
Rzeczywiście. Amanda płakała po raz pierwszy od kiedy ją spotkałam. Chciałam do niej podejść, ale mój stosunek do niej przezwyciężył to pragnienie. Usiadłam na ławce i kątem oka obserwowałam co się dzieje; Amanda siedziała na ziemi z głową w kolanach płacząc. Obok klęczała i obejmowała ją bezradnie Julia. Całą scenę zwieńczało z siedmiu chłopców i cztery dziewczyny, które zawsze za nimi chodziły.
Jednak w jednym momencie... Amanda wstała, otarła twarz i podeszła do mnie!
- Posłuchaj... Wczoraj moja mama miała w-wypadek i... n-nie ży-yje. Nie m-musisz - dała mi do zrozumienia, kiedy otwierałam usta - Jestem w żałobie i nie dam rady tam pójść. Chciałabym żebyś to przyjęła - wyjęła jakiś zwitek papieru - To bilet na koncert twojego idola, Marto. Miejsca tuż przy scenie oraz Meet & Greet. Jesteś prawdziwą Belieber i jestem pewna, iż Justin był by z ciebie dumny. Przepraszam za wszystko. Wybacz mi! - przytuliła mnie! Mój wróg mnie przytulił... Byłam zszokowana, ale zrobiło mi się ciepło na sercu. Było mi przykro. Spojrzałam na nią z niekłamanym współczuciem...
- Dziękuję ci, Amando, ale nie mogę tego przyjąć. Nienawidziłyśmy się od pierwszej klasy, lecz czas to zmienić. Jest mi naprawdę przykro. Naprawdę. A ty jesteś bardzo, bardzo dzielna!
Siedziałam sobie w swoim pokoju przemyślając to, co zdarzyło się dzisiaj. Osoba, której szczerze nie cierpiałam chciała oddać mi swój bilet na koncert najważniejszej osoby w moim życiu, ale jestem człowiekiem honoru. Nigdy bym go od niej nie wzięła! - z zamyślenia wyrwał mnie budzik; no tak. Nastawiłam go pół do siódmej, aby zdążyć do parku przy atlas arenie.
Ubrałam buty, nałożyłam kurtkę i zaczerpnęłam świeżego powietrza. Po sześciu minutach wędrówki zaczęłam słyszeć hałasy. Narastały z każdym krokiem. No tak, to Beliebers. Wyłoniłam się zza malutkiego lasku i wtedy ją zobaczyłam: atlas arenę. Wnętrzności przewróciły mi się w brzuchu, serce pękło, a łzy mimowolnie popłynęły po twarzy. On już tam jest... Mój idol jest parę metrów ode mnie... Szybko przebiegłam koło tego miejsca i skierowałam się do mojego ulubionego parku. Usiadłam na jednej z najbliższych ławek. Nikogo nie było. Mało kto tu przychodzi...
Zaciskając zęby odliczałam minuty do koncertu: dwadzieścia... jedenaście... siedem... cztery... już tylko dwie.... Zaczęło się! Całą siłą woli zmuszając się aby nie płakać, zaczęłam nasłuchiwać.
Czyli mogę powiedzieć, że słyszałam go na żywo? Justin zaczął śpiewać All Around The World... Boyfriend... As Long As You Love Me... Beauty and a beat... i wreszcie... One Less Lonely girl! Wtedy już nie wytrzymałam. Popłakałam się na dobre. Nie potrafiłam pozbyć się myśli, że mogłam być tą dziewczyną dla której śpiewa Justin... Podciągnęłam kolana pod brodę i otarłam łzy rękawem kurtki. Jeszcze przez około godzinę wsłuchiwałam się w rytmy muzyki, po czym usłyszałam pożegnalne słowa Justina i koniec... Justin zszedł ze sceny. Odetchnęłam głęboko i kolejny raz pozwoliłam, aby całkiem pochłonęły mnie myśli. Myślałam i myślałam... Wyciągnęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz; cztery po jedenastej. M&G już dawno się skończyło.
- Hej, potrafisz mówić po angielsku? - zapytał jakiś dziwnie znajomy, męski głos.
- Och, tak - odparłam zaskoczona.
Spojrzałam na przybysza. Miał ubrane czarne rurki, adidasy, kurtkę i kaptur nałożony głęboko na głowę, przez co nie było widać jego twarzy nawet w oświetleniu ulicznych latarni.
- Mogę się dosiąść? - nie czekając na odpowiedź, zrobił to - Co się stało, że taka urocza dziewczyna siedzi sama w poniedziałkowy wieczór w parku?
- Koncert idola - odparłam rad, że mogę się komuś zwierzyć - czekałam na niego parę lat, a kiedy już tu wystąpił, nie mogłam pójść. Nawet nie wyobrażasz sobie jak mi przykro. To okropne.
- Zdaję sobie sprawę, uwierz. Tylko... czy to nie jest czasem Justin Bieber?
- Och tak! To on! Skąd wiesz?
- Nie jestem głupi - zwrócił twarz ku mnie i chyba się uśmiechnął, ale dalej nie widziałam jego buzi - Tak czy inaczej... Justin uczy swoich Beliebers słów Never say Never i Believe, prawda? Skąd możesz wiedzieć, że twój idol nie jest bliżej niż myślisz...
- Masz rację. Muszę uwierzyć. A kim ty tak właściwie jesteś?
- Osobą, którą dobrze znasz. Zapisz proszę mi twój numer, a napiszę ci o której moglibyśmy się spotkać. Poznasz moją "tożsamość". Przyjechałem z zagranicy i wracam jutro wieczorem.
- Jasne, że chcę się dowiedzieć! - zapisałam mu swój numer na małek karteczce, którą mi podał - Do jutra!
- Cześć! Do jutra! - odpowiedział chłopak.
Wzięłam szybki przysznic i włożyłam piżamę. Nie zdążyłam nawet pomyśleć nad tym, co się zdarzyło. Zasnęam.
Kidrauhl Owns My Heart
niedziela, 9 lutego 2014
Rozdział 3.
piątek, 7 lutego 2014
Rozdział 2.
Skończyłam swoją miskę płatków, zawiesiłam torbę na ramię i zdobyłam się na suche "Cześć" do rodziców; nie byłam na nich obrażona czy zła, ale dalej było mi przykro.
Założyłam swoje wielkie, fioletowe słuchawki i wsłuchałam się w piękne dźwięki piosenki "Up". Była ona jedną z moich ulubionych. Przeszłam zaledwie parę metrów, kiedy ktoś prawie na mnie wpadł. Obróciłam się i zdjęłam z uszu słuchawki. Stał tam Mateusz chowając ręce za plecami.
- Mati? Co ty tu robisz? Spieszę się... - mówiąc to zaczęłam się oddalać.
- Nie, Marto! Teraz mi nie uciekniesz!
- O co ci chodzi? - zapytałam i zatrzymałam się gwałtownie.
- Od paru tygodni mnie unikasz - chciałam coś powiedzieć, ale mi nie dał - W szkole ze mną nie rozmawiasz, na przerwach gdzieś znikasz, nie odbierasz połączeń i esemesów. Co się dzieje?
- Nic - skłamałam.
- A tak poza tym - zaczął - Justin ma koncert w Polsce, prawda? Jeszcze tu, w Łodzi. Przejdziesz się?
Szybko odwróciłam głowę w bok.
- Tak mi przykro! - Mateusz spojrzał mi głęboko w oczy. Było to bardzo przenikliwe spojrzenie.
- Daruj sobie. Przeżyję...
W jednej chwili chłopak już klęczał na mokrym od roztopionego śniegu chodniku i ni stąd ni zowąd wyczarował ogromny bukiet krwistoczerwonych róż. Rzekł:
- Martuś, od kiedy byliśmy mali cholernie mi się podobasz. Nie miałem odwagi ci tego powiedzieć, ale myślę, że teraz ten moment nadszedł. Chciałbym być kimś więcej... Ja... Czy będziesz ze mną chodzić?
- Ja tego... eee... nie mogę, bo tego.... muszę już iść! - wypaliłam zszokowana i pędem pobiegłam do szkoły, zostawiając Matiego samego.
W samym wejściu do klasy powitały mnie Amanda i Julia:
- Och, witaj, wielmożna Belieberko! Może słyszałaś, że mamy już bilety na koncert Justinka? Sam bilet kosztował tysiąc złotych, a do tego jeszcze M&G także za tyle. No cóż... niektórzy mają rodziców, którzy ich kochają, albo przynajmniej dostają godziwą pensję za pracę! - zachichotały. Dobrze wiedziały, że nie będzie mnie stać na koncert Jusa. Zacisnęłam pięści i zajęłam swoje miejsce.
Minęła jedna godzina, druga, piąta, siódma, a Mateusz jak się nie pojawił, tak się nie pojawił. Zaczęłam się martwić i gdy tylko zadzwonił dzwonek ogłaszający koniec lekcji, połączyłam się z jego numerem. Dzwoniłam jedenaście razy. Za każdym razem włączała się poczta. W sumie to mu się nie dziwię! Okropnie go potraktowałam, ale on NIGDY się na mnie nie obrażał. Postanowiłam więc do niego pójść. Na całe szczęście drzwi domu, który tak dobrze znałam otworzyła mi mama Mateusza; uwielbiała mnie.
- Witaj, Martusiu! Zapewne wiesz, że Mateusz nie poszedł dziś do szkoły? Mnie nic nie chciał powiedzieć. Proszę, wejdź i porozmawiaj z nim. Zamknął się w swoim pokoju.
- Jasne, ciociu - nie było sensu zwracać się do niej per pani, ponieważ znałam ją już dwanaście lat.
- Kochanie - zaczęła niepewnie - widziałaś się z nim dzisiaj? Wyruszył do szkoły, a po dwudziestu minutach wrócił cały przemoczony...
- Nie - odparłam szybko, ale stanowczo i wbiegłam po krętych schodach na górę. Zapukałam. Odpowiedzi nie było. Cóż, mogłam się tego spodziewać, lecz mimo to pchnęłam drzwi i po cichu weszłam do pokoju. W oczy od razu rzuciła mi się ściana udekorowana naszymi zdjęciami: Od góry czasy przedszkolne do samego dołu, gdzie królowały już licealne fotki. Oderwałam od niej wzrok lekko się uśmiechając. Nagle dostrzegłam Mateusza; siedział na obrotowym krześle podpierając głowę ręką. Zdziwiło mnie to, że nawet się nie odwrócił, ale być może był to rodzaj jakiejś "kary". Podeszłam do niego i odwróciłam krzesło twarzą do mnie: Mateusz spał. Jego bluza była cała mokra, a twarz jeszcze błyszczała od nie do końca zaschniętych łez.
Serce pękło mi na dwoje.
Wyglądał tak słodko kiedy spał... A teraz z twarzą mokrą od płaczu? Było mi go tak żal, że moje oczy same zwilgotniały. Przyjrzałam mu się; nigdy tak na to nie patrzyłam, ale Mateusz był naprawdę przystojny. Zawsze na pierwszym miejscu stawiałam Justina i tak będzie zawsze, lecz czas się pogodzić, że w życiu go nie zobaczę na żywo. Jeszcze raz spojrzałam na chłopaka. Był taki słodki, że nie potrafiłam oderwać od niego oczu. Teraz już wiem dlaczego tak podobał się Julii i Amandzie. Po raz pierwszy mogłam wpatrywać się w jego twarz tak długo i dokładnie; miał słodkie dołeczki, oczy, chociaż zamknięte to bardzo duże i piękne długie rzęsy. Nie mogłam się oprzeć i strzeliłam mu fotkę. Uśmiechnęłam się i szturchnęłam go lekko. Natychmiast się obudził.
- Coo? Och, Marta! Co ty tu robisz? - zaczerwienił się - Długo tu jesteś?
- Dosyć długo żeby stwierdzić, iż jesteś świetnym, uroczym i kochanym chłopakien oraz, że zasługujesz na kogoś wartego ciebie, a ja jestem okropnym potworem, który wszystkiego się boi i...
Nagle Mateusz wziął mnie na kolana i mocno przytulił. Często tak robił.
- Ej, przestań! To ja zachowałem się jak idiota. Znamy się przez prawie całe życie, jesteśmy jak brat i siostra, a ja pytam cię o chodzenie. Przepraszam - wymruczał mi w ucho.
- Jasne... To co? Zgoda? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Oczywiście!
Przez około dwie godziny zaśmiewaliśmy się do łez. Kiedy musiałam wracać, mój przyjaciel wrócił jeszcze na górę po telefon. Jego mama, Natalia rzekła z ogromnym uśmiechem:
- To niesamowite, że tak na niego działasz! Dziękuję, moja czarodziejko!
Cmoknęłam ją w policzek, bo Mateusz właśnie wrócił.
- Przyjaźn na zawsze? - zapytał, kiedy dotarliśmy pod mój blok.
- Na zawsze - skinęłam głową, również jemu dałam całusa i dodałam:
- No to do jutra!
Wzięłam szybki prysznic i wpakowałam się do łóżka. Jutro sobota. Świetnie. Uruchomiłam laptopa i włączyłam film: Never Say Never.
Nie, ja nie mogę wątpić, że go spotkam! Kiedyś się uda. Na pewno!
środa, 5 lutego 2014
Rozdział 1.
...W życiu każdego nadchodzi moment, kiedy ma się już po prostu dość... Jeśli nie denerwuje Cię to, to nudzi, prawda? Chciałbyś coś zmienić? Nie wiesz jak? Ja też nie wiedziałam. Albo nie chciałam wiedzieć... Jednak ten moment nadszedł także i u mnie. Musiał nadejść. Chcesz wiedzieć co się wydarzyło?
Była sobota. Spałam do osiem po dziesiątej, co u mnie jest sprzeczne z prawem. Zawsze wstaje punkt ósma. Przetarłam oczy i po raz pierwszy wyspana zwlokłam się z łóżka. Omiotłam spojrzeniem pokój: ktoś, kto mnie nie znał mógłby pomyśleć, że mieszka tu nastolatka z wyjątkowymi objawami choroby psychicznej; pokój był mały, z pewnością nie wpuściłabym do niego Justina, bo biedak cierpi na klaustrofobię, a wrażenie windy potęgowały ściany, z których na całej długości i szerokości uśmiechały się twarze Biebera.
Nałożyłam szlafrok i udałam się do łazienki w celu wykonania porannej toalety. Chwilkę później siedziałam już przy kuchennym stole pożerając płatki. Z przyzwyczajenia spojrzałam na kuchenny zegar i zakrztusiłam się. Dzisiaj, dokładnie za osiem minut, Prestige MJM ma podać jakąś ważną informację dla Beliebers. - może wreszcie zaczną działać w sprawie koncertu Justina. Pobiegłam po laptopa, wskoczyłam na kanapę i go odpaliłam. Wpisałam w wyszukiwarce "f" i od razu pojawiła się pożądana przeze mnie strona - facebook. Zalogowałam się i weszłam na ich stronkę. Po chwili pojawił się nowy post. Szybko w niego weszłam i zaczęłam czytać:
DROGIE BELIEBERS! W RAMACH TRASY KONCERTOWEJ JUSTINA PO EUROPIE, PRAGNIEMY WYRAZIĆ, ŻE UDA NAM SIĘ GO ZORGANIZOWAĆ! ODBĘDZIE SIĘ ON 25 MARCA 2013 W ATLAS ARENIE W ŁODZI. BILETY BĘDĄ DOSTĘPNE JUŻ ZA DWA TYGODNIE! WIĘCEJ INFORMACJI NA NASZEJ OFICJALNEJ STRONIE!
ZAŁOGA PRESTIGE MJM
- Co? - mruknęłam do siebie lekko nietrzeźwo. Przeczytałam tekst jeszcze raz i jeszcze raz, aż sens tych zdań dotarł do mnie.
- AWWW! O JEJKUU! NIE WIERZĘ, BOŻE NAJDROŻSZY, NIE WIERZĘ! PO... TYLU LATACH! - głos ciągle mi się łamał, a po wymówieniu paru tych słów zaczęłam ryczeć jak małe dziecko.
- J-Justin w- w po-pol-ss-ce!!! - Szybko chwyciłam za telefon i wystukałam na jego klawiaturze numer do mamy.
- Tak, Martuś?
- Ma-a-amooo! Pres-stige M-J-M og-głooosiło-oo koncert Jus-st-in-naa. Mog-gę jechać prawdaaa?
- Och, to wspaniale, kotku, wiem, jaki on jest dla ciebie ważny i go uwiel...
- Uwielbiasz? Maamoo, ja go koochaam! - przerwałam mamie.
- Ja wiem, skarbie, ale nasza sytuacja finansowa... My... nie możemy sobie na to pozwolić skarbie. Wiem, jak ci zależy na tym chłopcu i przykro mi to mówić ale... jedyne na co możesz sobie pozwolić to obejrzeć koncert online... Przykro mi! - łzy znowu nabiegły mi do oczu, lecz teraz były to łzy smutku, żalu i rozgoryczenia.
Słyszałam jeszcze jakieś bełkotanie po drugiej stronie komórki, ale zignorowałam to, rzuciłam ją na łóżko, a sama przycupnęłam na jego krawędzi, schowałam głowę w rękach i płakałam... płakałam... płakałam... Nie wiem ile, za to byłam pewna, że kiedy przestałam zaczynało się już ściemniać. Wstałam na moich drżących, odmawiających mi posłuszeństwa nogach i powlokłam się do kuchni, łkając jeszcze cicho. Oparłam łokieć o blat, a wolną ręką wyciągnęłam szklankę i nalałam do niej wody. Wypiłam jednym łykiem.
Nagle naszła mnie ochota na deskorolkę. A tak!... Jest koniec stycznia... Po co się łudzić... Nie mam jak jeździć w taką pogodę... Często tak mam, po prostu muszę wyjść, a deska jest kimś w rodzaju mojej przyjaciółki; nigdy mnie nie opuści... Wiem, że mam Mateusza, ale chciałam być teraz sama... No, z deską ma się rozumieć, ale co poradzić w zimę? Nałożyłam kurtkę, czapkę, szalik i buty oczywiście. Wyszłam
Jak to możliwe, że po tylu latach spamów na Twitterze, przeróżnych akcji, mój idol... mój Kidrauhl wystąpi w Polsce, a mnie nie stać nawet na miejsce w najdalszych rzędach?
Zwątpiłam. Życie jest obrzydliwe. Ja wiem, że to właśnie Justin uczył nas słów Never say Never & Believe, ale w tej chwili co mi to da?
Okropne, gorzkie łzy znów zaczęły spływać mi po twarzy. Nie potrafiłam ich zatrzymać...
A przecież byłam taka twarda... kiedyś byłam twarda...
Hahhahhhah :P Z serii nie dawajcie Belieberce klawiatury do pisania! Jak w powyższym tekście - nie ma co się łudzić - pisanie to nie moje powołanie :D Ale co tam, nie??? /Kidrauhl
wtorek, 4 lutego 2014
Bohaterzy
Ciemnowłosa siedemnastolatka o pięknych oczach. Uwielbia jeździć na deskorolce, największa w świecie Belieberka. Mieszka w Polsce w Łodzi. Jej nazwisko jest zagraniczne, ponieważ tata urodził się w Miami, poznał mamę Marty spędzającą wakacje w jego ojczystym kraju i przeprowadził się do Polski. Jej sytuacja finansowa nie jest najlepsza, dlatego nie może sobie pozwolić jechać na koncert w innym kraju, bo jak na razie Justin raczej nie przyjedzie do Polski. Przyjaźni się tylko z Mateuszem Nowakowskim. Nie ma innych przyjaciół. Jest bardzo ładna, dlatego dziewczyny jej zazdroszczą i jej nie lubią, a chłopcom (prócz Mateusza) zależy tylko, żeby z nią chodzić.
Mateusz Nowakowski:
Chodzi do klasy z Martą. Znają się od przedszkola. Tak, jak Marta, jeździ na desce, ale uwielbia też malować graffiti. Do Justina nie ma nic, i bardzo żałuje, że jego przyjaciółka nie może jechać na koncert. Sam chciałby jej pomóc, ale jego tata w przeciwieństwie do mamy, bardzo nie lubi Marty. Głównie z tego powodu, że Marta nie ma za dużo pieniędzy, a wspomniana osoba cieszy się dużym prestiżem w swojej firmie, bardzo dużo zarabia. Marzy o tym, żeby Marta stała się jego dziewczyną.
Julia Lenkiewicz i Amanda Kaliszewska:
Również dzielą z Martą klasę. Najlepsze przyjaciółki. Okropne, parszywe i wredne; nienawidzą Marty, bardzo jej zazdroszczą urody, oraz są zakochane w Mateuszu, który nie zwraca na nie żadnej uwagi. Kochają modę, a jeszcze bardziej wszystko to, co sztuczne. Belieberki bardziej ze szpanu, a nie serca. Równie dziane, co Mateusz, dlatego mogą dopiekać Marcie, że nie ma pieniędzy na
koncerty.

Justin Bieber:
Za dwa miesiące skończy 19 lat. Uroczy chłopak z Kanady, mieszkający w Miami. Jest bardzo sławną i pożądaną osobą w przemyśle muzycznym. Ma miliony fanek i fanów na całym świecie, jednak najbardziej zależy mu na jego Belieberkach - Osobach, które nigdy go nie opuszczą i będą wspierać do końca. Justin koncertuje teraz w ramach trasy Believe. Chciałby mieć dziewczynę, która nie będzie z nim jedynie dla jego fortuny i sławy. Miałaby być wyluzowana, miła i kochana.



