środa, 5 lutego 2014

Rozdział 1.

Monotonność; od tego trzeba zacząć. Tak, to dobry początek...
...W życiu każdego nadchodzi moment, kiedy ma się już po prostu dość... Jeśli nie denerwuje Cię to, to nudzi, prawda? Chciałbyś coś zmienić? Nie wiesz jak? Ja też nie wiedziałam. Albo nie chciałam wiedzieć... Jednak ten moment nadszedł także i u mnie. Musiał nadejść. Chcesz wiedzieć co się wydarzyło?

Była sobota. Spałam do osiem po dziesiątej, co u mnie jest sprzeczne z prawem. Zawsze wstaje punkt ósma. Przetarłam oczy i po raz pierwszy wyspana zwlokłam się z łóżka. Omiotłam spojrzeniem pokój: ktoś, kto mnie nie znał mógłby pomyśleć, że mieszka tu nastolatka z wyjątkowymi objawami choroby psychicznej; pokój był mały, z pewnością nie wpuściłabym do niego Justina, bo biedak cierpi na klaustrofobię, a wrażenie windy potęgowały ściany, z których na całej długości i szerokości uśmiechały się twarze Biebera.
 Nałożyłam szlafrok i udałam się do łazienki w celu wykonania porannej toalety. Chwilkę później siedziałam już przy kuchennym stole pożerając płatki. Z przyzwyczajenia spojrzałam na kuchenny zegar i zakrztusiłam się. Dzisiaj, dokładnie za osiem minut, Prestige MJM ma podać jakąś ważną informację dla Beliebers. - może wreszcie zaczną działać w sprawie koncertu Justina. Pobiegłam po laptopa, wskoczyłam na kanapę i go odpaliłam. Wpisałam w wyszukiwarce "f" i od razu pojawiła się pożądana przeze mnie strona - facebook. Zalogowałam się i weszłam na ich stronkę. Po chwili pojawił się nowy post. Szybko w niego weszłam i zaczęłam czytać:

DROGIE BELIEBERS! W RAMACH TRASY KONCERTOWEJ JUSTINA PO EUROPIE, PRAGNIEMY WYRAZIĆ, ŻE UDA NAM SIĘ GO ZORGANIZOWAĆ! ODBĘDZIE SIĘ ON 25 MARCA 2013 W ATLAS ARENIE W ŁODZI. BILETY BĘDĄ DOSTĘPNE JUŻ ZA DWA TYGODNIE! WIĘCEJ INFORMACJI NA NASZEJ OFICJALNEJ STRONIE!
                                                                                                      ZAŁOGA PRESTIGE MJM
- Co? - mruknęłam do siebie lekko nietrzeźwo. Przeczytałam tekst jeszcze raz i jeszcze raz, aż sens tych zdań dotarł do mnie.
- AWWW! O JEJKUU! NIE WIERZĘ, BOŻE NAJDROŻSZY, NIE WIERZĘ! PO... TYLU LATACH! - głos ciągle mi się łamał, a po wymówieniu paru tych słów zaczęłam ryczeć jak małe dziecko.
- J-Justin w- w po-pol-ss-ce!!! - Szybko chwyciłam za telefon i wystukałam na jego klawiaturze numer do mamy.
- Tak, Martuś?
- Ma-a-amooo! Pres-stige M-J-M og-głooosiło-oo koncert Jus-st-in-naa. Mog-gę jechać prawdaaa?
- Och, to wspaniale, kotku, wiem, jaki on jest dla ciebie ważny i go uwiel...
- Uwielbiasz? Maamoo, ja go koochaam! - przerwałam mamie.
- Ja wiem, skarbie, ale nasza sytuacja finansowa... My... nie możemy sobie na to pozwolić skarbie. Wiem, jak ci zależy na tym chłopcu i przykro mi to mówić ale... jedyne na co możesz sobie pozwolić to obejrzeć koncert online... Przykro mi! - łzy znowu nabiegły mi do oczu, lecz teraz były to łzy smutku, żalu i rozgoryczenia.
 Słyszałam jeszcze jakieś bełkotanie po drugiej stronie komórki, ale zignorowałam to, rzuciłam ją na łóżko, a sama przycupnęłam na jego krawędzi, schowałam głowę w rękach i płakałam... płakałam... płakałam... Nie wiem ile, za to byłam pewna, że kiedy przestałam zaczynało się już ściemniać. Wstałam na moich drżących, odmawiających mi posłuszeństwa nogach i powlokłam się do kuchni, łkając jeszcze cicho. Oparłam łokieć o blat, a wolną ręką wyciągnęłam szklankę i nalałam do niej wody. Wypiłam jednym łykiem.
 Nagle naszła mnie ochota na deskorolkę. A tak!... Jest koniec stycznia... Po co się łudzić... Nie mam jak jeździć w taką pogodę... Często tak mam, po prostu muszę wyjść, a deska jest kimś w rodzaju mojej przyjaciółki; nigdy mnie nie opuści... Wiem, że mam Mateusza, ale chciałam być teraz sama... No, z deską ma się rozumieć, ale co poradzić w zimę? Nałożyłam kurtkę, czapkę, szalik i buty oczywiście. Wyszłam
Jak to możliwe, że po tylu latach spamów na Twitterze, przeróżnych akcji, mój idol... mój Kidrauhl wystąpi w Polsce, a mnie nie stać nawet na miejsce w najdalszych rzędach?
Zwątpiłam. Życie jest obrzydliwe. Ja wiem, że to właśnie Justin uczył nas słów Never say Never & Believe, ale w tej chwili co mi to da?
Okropne, gorzkie łzy znów zaczęły spływać mi po twarzy. Nie potrafiłam ich zatrzymać...
A przecież byłam taka twarda... kiedyś byłam twarda...

Hahhahhhah :P Z serii nie dawajcie Belieberce klawiatury do pisania! Jak w powyższym tekście - nie ma co się łudzić - pisanie to nie moje powołanie :D Ale co tam, nie??? /Kidrauhl

2 komentarze:

  1. OMG!! To jest świetne! <33 Pisz, pisz i jeszcze raz pisz! :) Czekam na następny rozdział i zaczynam obserwować twojego bloga. Koocham. <333

    OdpowiedzUsuń